Śladem Jezusa z Nazaretu. Droga modlitwy.

… a z nich największa jest miłość! (1 Kor. 1, 13)

Miłość wyraża się przez „bycie” z inną osobą – bycie realne, lub choćby intencyjne, natomiast miłość rozwija się, wzrasta i z czasem przejmuje całego człowieka – „karmi się” – rozmową. I o ile kontakt z drugim człowiekiem jest w miarę nieskomplikowany, mamy bowiem do czynienia z bytem znanym nam w ten sposób, w jaki siebie znamy, o tyle z tego powodu rozmowa z Bogiem nie jest łatwa.

Już przed tysiącami lat Izajasz pisał: „Wytrwale czekam na Jahwe, który oblicze swe ukrywa” (Iz. 8, 17). A później, już doświadczony w modlitwie, stwierdza: „Zaprawdę, Tyś Bogiem ukrytym” (Iz. 45,14). To bardzo ważne słowa - jest Bogiem ukrytym, „to znaczy ponad i poza naszym poznaniem, i nie należy Go identyfikować z naszym własnym pojęciem o Nim, ponieważ jest On zawsze poza naszym ograniczonym sposobem myślenia umniejszającym Boga, jeśli nie deformującym”.

Ale – choć Bóg milczy, to jednak często uśmiecha się do tych, którzy chcą z Nim być.

Może właśnie dlatego, patrząc na radość Jezusa, Jego uczniowie w pewnym momencie proszą Go: „Panie, naucz nas się modlić!” (Łk. 11,1).

I Jezus spełnił ich prośbę.

Tak powstała Szkoła Modlitwy Jezusa z Nazaretu.

Założenia

„Jeśli kto chce iść za mną, niech wyrzeknie się siebie i codziennie bierze swój krzyż - i niech postępuje jak Ja” (Mt. 16, 24 i Mk. 8,34) – „i idzie za Mną” (Łk. 9, 23).

Ci, którzy szukają Boga i którzy chcą iść śladami Jezusa, muszą zatem spełnić przedstawione przez Niego dwa warunki wstępne:

  1. Wyrzec się siebie - przygotować swoje wnętrze do spotkania z Bogiem,
  2. Poddać się „woli Bożej” - przyjmować to, co przynoszą kolejne dni i akceptować trudności, na jakie natrafią w modlitwie i na drodze duchowej.

Wyrzeczenie się siebie oznacza w pierwszej kolejności konieczność samopoznania.

W momencie, kiedy wiem, kim jestem, jakie są moje rzeczywiste pragnienia, wady i ograniczenia, a także zalety i silne strony, staję się w pełni człowiekiem. Osobą świadomą swojego bytu, „nietworzoną” przez opinie i ogląd innych ludzi – osobą pełną pokory, czyli akceptującą w pełni rzeczywistość taką, jaka jest. „Objawem” tej dojrzałości jest to, że żadne słowa z zewnątrz nie są w stanie człowieka głęboko zranić, bo zawsze będą to tylko opinie – ja przecież, znając siebie, wiem, jak jest naprawdę, zatem człowiek z zewnątrz nie jest w stanie zaburzyć mojego obrazu wewnętrznego, nie jest w stanie zaburzyć mojego spokoju.

Nie potrzebuję już „widzieć” siebie w oczach innych – mogę widzieć siebie przez pryzmat rzeczywistości takiej, jaką poznałem. Nie jest to łatwe, bo najlepiej uczą tej wiedzy… porażki. Jak zapisał po latach David Mason, były żołnierz francuskiej Legii Cudzoziemskiej: „Bez poczucia klęski człowiek nigdy nie pozna siebie w pełni, nie zmierzy głębi krępujących go lęków, nie dotknie granic drzemiącego w nim potencjału”.

Jednak aby móc „wyrzec się” siebie, trzeba jeszcze – po poznaniu – zaakceptować siebie ze swoimi ograniczeniami i słabościami. I wybaczyć sobie własne błędy. Stać się człowiekiem wewnętrznie wolnym.

I dopiero w takim stanie można komuś – Bogu, ale i człowiekowi – ofiarować część lub większość swojej wolności. Św. Jakub zauważa: „Kto zaś uważnie wniknął w doskonałe Prawo wolności i wytrwał w nim (…) ten będzie szczęśliwy” (Jk. 1, 25). Św. Paweł woła: „Czy nie jestem wolny?” (1 Rz. 9,1).

Jeżeli kocham kogoś miłością dojrzałą oddaję mu część swojego wolnego czasu, oddaję część wypracowanych dóbr, oddaję swoje zainteresowanie i zatroskanie losem drugiej osoby. Oddaję część swoich potrzeb, a przede wszystkim wolności, na jej rzecz. „Wyrzekam się” siebie.

Nie mogę jednak tego zrobić w absolutnej pełni. Nikt, a zwłaszcza Bóg, nie chce „automatów” miłości. Chce Człowieka. Jezus podkreśla: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J. 10,30). Jego – i nasze – „Ja” nie może zaniknąć.

Codzienne „Branie swojego krzyża” oznacza zgodę na poddanie się decyzjom Boga, nie zaś własnych pragnień. Oznacza zgodę na brak nadzwyczajnych doznań duchowych, zgodę na znane w mistyce „oschłości” i „noc ciemną” przez które wiedzie szlak duchowy. Oznacza zrozumienie, że każdy kroczy inną drogą, i że są one praktycznie nieporównywalne, i to, że są samotne. Że trzeba wziąć pełnię odpowiedzialności za samego siebie. Oznacza też przyjęcie cierpień wewnętrznych związanych z grzechem i smutku z oddalenia od Boga.

Dopiero spełniając te dwa warunki można pójść drogą Jezusa.

Oczyszczenie

Jan Chrzciciel na Pustyni Judzkiej głosił chrzest nawrócenia. Nawrócenie - to zwrot w stronę Boga, to „prostowanie mu ścieżek” w swoim wnętrzu. To stanie się „dzieckiem” – w prostym i „naiwnym” przyjmowaniu wszystkiego, co prowadzi do Najwyższego.

Mimo, iż Jan Chrzciciel wzbrania się przed ochrzczeniem Jezusa („To ja powinienem przyjąć chrzest od Ciebie!” - Mt. 3, 13), to jednak Jezus nalega: „Trzeba, abyśmy wypełnili wszelką sprawiedliwość” – czyli przeszli całą drogę przygotowaną wcześniej przez Boga, bez żadnych skrótów. Chrzest – symboliczne obmycie z grzechów, stawia człowieka przed Bogiem z „czystą kartą” duszy, kartą, na której, niezależnie od przeszłości, można zapisać nowe słowa.

To do każdego człowieka, który „nawraca się”, czyli wybiera na serio drogę poszukiwania Stwórcy, głos z nieba mówi: „To jest mój Syn ukochany” (Mt. 3, 17).

O ile chrzest jest oczyszczeniem duszy z grzechów, o tyle post jest swoistym „oczyszczeniem” ciała - „świątyni Świętego Ducha” (I Kor. 6, 19).

Od zarania dziejów post odgrywał w kulturach na całym świecie ogromną rolę.

W starożytności wierzono, że pożywienie może być miejscem przebywania złych sił - post miał wówczas znaczenie ochronne. Dawni myśliwi pościli przed polowaniem, kapłani przed złożeniem ofiary. Szamani pościli, by uzyskać magiczną moc i móc nawiązać kontakt z duchami. Mojżesz pościł na górze Synaj 40 dni i nocy, Eliasz – w czasie podróży do góry Horeb, Mahomet na górze Hira przed objawieniem Koranu, Budda pod drzewem Bodhi przed uzyskaniem oświecenia.

W starożytności był praktykowany post żałobny, mający pomóc zmarłemu w przejściu do innego świata: Egipcjanie pościli po śmierci faraona, Dawid po śmierci Saula; ta praktyka była tak powszechna, że znalazła nawet swoje odbicie w literaturze - Priam z „Iliady” pości po śmierci Hektora.

Poszcząc – pozbawiając się pokarmu, człowiek rezygnuje dobrowolnie z części swojej cielesności, dobrowolnie odrywa się od świata i przesuwa w świat duchowy.

Jest to ofiara ze swojego ciała i psychiki. Być może wówczas może też być pewnego rodzaju współofiarą, składaną u stóp krzyża Jezusa i można nadawać jej charakter wstawienniczy; ma mieć też siłę zadośćuczynienia za dusze czyśćcowe, których jedyną nadzieją jest modlitwa i dobrowolna ofiara ludzi żyjących.

Święty Paweł swoją działalność po spotkaniu Jezusa także rozpoczął od postu: „Przez trzy dni (…) nie jadł i nie pił” (Ap. 9, 9). Później post stał się jego stałą praktyką: „Spędziłem życie (…) w częstych postach” (II Kor. 11, 27).

Post ma też blokować dostęp szatana do człowieka, bo zabiera mu najistotniejszy - materialny element życia, na którym może swobodnie działać.

Jednak przede wszystkim post fizyczny jest dobrowolnym „przesunięciem” duszy człowieka w stronę świata transcendentnego, w stronę Boga. Aktem wewnętrznym, bezsensownym z punktu widienia „świata”.

„A ty, kiedy pościsz, wonnym olejkiem pokrop głowę i umyj twarz, aby było widać, że pościsz nie dla ludzi, ale dla twego Ojca, który jest ukryty” (Mt. 6,17).

W starożytności był praktykowany post żałobny, mający pomóc zmarłemu w przejściu do innego świata: Egipcjanie pościli po śmierci faraona, Dawid po śmierci Saula; ta praktyka była tak powszechna, że znalazła nawet swoje odbicie w literaturze – Priam z „Iliady” pości po śmierci Hektora.

Poszcząc – pozbawiając się pokarmu, człowiek rezygnuje dobrowolnie z części swojej cielesności, dobrowolnie odrywa się od świata i przesuwa w świat duchowy.

Jest to ofiara ze swojego ciała i psychiki. Być może wówczas może też być pewnego rodzaju współofiarą, składaną u stóp krzyża Jezusa i można nadawać jej charakter wstawienniczy; ma mieć też siłę zadośćuczynienia za dusze czyśćcowe, których jedyną nadzieją jest modlitwa i dobrowolna ofiara ludzi żyjących.

Święty Paweł swoją działalność po spotkaniu Jezusa także rozpoczął od postu: „Przez trzy dni (…) nie jadł i nie pił” (Ap. 9, 9). Później post stał się jego stałą praktyką: „Spędziłem życie (…) w częstych postach” (II Kor. 11, 27).

Post ma też blokować dostęp szatana do człowieka, bo zabiera mu najistotniejszy – materialny element życia, na którym może swobodnie działać.

Jednak przede wszystkim post fizyczny jest dobrowolnym „przesunięciem” duszy człowieka w stronę świata transcendentnego, w stronę Boga. Aktem wewnętrznym, bezsensownym z punktu widzenia „świata”.

„A ty, kiedy pościsz, wonnym olejkiem pokrop głowę i umyj twarz, aby było widać, że pościsz nie dla ludzi, ale dla twego Ojca, który jest ukryty” (Mt. 6,17).

Na zakończenie jeszcze cytowane już słowa jednego z największych współczesnych mistyków, Anthonego de Mello:

„Nie spodziewajcie się, aby to co mówię, pomogło komukolwiek. Mam jednak nadzieję, że tym, co mówię, również nikomu nie zaszkodzę. Jeśli moje rozważania miałyby wyrządzić ci jakąś szkodę – to przyczyna tej szkody tkwi w tobie. Jeśli udałoby się w czymś tobie dopomóc – to sam tego dokonałeś”.

Ale tak, czy owak poszybuj ku Nieznanemu. „Wypłyń na głębię!”